Opieka nad stroną od 49 zł miesięcznie.
Hosting, certyfikat SSL, monitoring, aktualizacje i pół godziny drobnych zmian miesięcznie. Jeśli coś przestanie działać, zauważam to ja, nie Twój klient. Bez umowy na rok i bez trzymania Cię za domenę.
Strony nie psują się z hukiem. Psują się po cichu.
Nikt nie dzwoni, żeby powiedzieć, że formularz kontaktowy przestał wysyłać maile. Klient próbuje raz, nie dostaje odpowiedzi i idzie do kogoś innego. Ty dowiadujesz się o tym pół roku później, przypadkiem, testując własną stronę z ciekawości.
To samo dotyczy wygasłego certyfikatu — przeglądarka pokazuje wtedy czerwone ostrzeżenie i ludzie wychodzą, zanim zobaczą cokolwiek. Albo domeny, która wygasła, bo przypomnienie poszło na skrzynkę, z której nikt nie korzysta.
Monitoring jest po to, żeby to zauważyć ja, nie Twój klient. To jest cała wartość tej usługi i nie ma w niej nic więcej.
Trzydzieści minut miesięcznie na to, co i tak byś odkładał.
Zmiana numeru telefonu, nowe godziny otwarcia przed świętami, wymiana zdjęcia, dopisanie usługi do oferty. Każda z tych rzeczy to kilka minut roboty, a potrafi wisieć na liście przez pół roku, bo trzeba komuś napisać, dogadać się i zapłacić za drobiazg.
W opiece to po prostu wysyłasz wiadomość i jest zrobione. Trzydzieści minut miesięcznie w praktyce wystarcza na wszystko, czego mała firma potrzebuje. Większe zmiany wyceniam osobno i zawsze zanim zacznę.
Bez zakładnika. Domena i pliki są Twoje.
Częsta praktyka w branży: wykonawca rejestruje domenę na siebie i trzyma dostępy, więc klient nie może odejść bez utraty adresu, na którym zbudował rozpoznawalność. To działa dokładnie jak zakładnik i nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
Domenę rejestrujesz na siebie — pomagam wybrać i podpiąć, ale właścicielem jesteś Ty. Jeśli zrezygnujesz z opieki, dostajesz komplet plików i pomoc w przeniesieniu, gdziekolwiek chcesz. Zostajesz, bo Ci się opłaca, nie dlatego, że nie da się wyjść.
Ile to kosztuje.
Domena nie jest wliczona — rejestrujesz ją na siebie za kilkadziesiąt złotych rocznie, a ja pomagam wybrać i podpiąć. Większe zmiany i nowe funkcje wyceniam osobno, jasno i przed rozpoczęciem pracy.
Częste pytania.
Ile kosztuje utrzymanie strony internetowej?
U mnie 49 zł miesięcznie albo 499 zł rocznie, czyli dwa miesiące taniej. W tej cenie jest hosting, certyfikat SSL, monitoring działania, aktualizacje techniczne, podstawowa analityka i pół godziny drobnych zmian miesięcznie. Osobno dochodzi tylko domena — kilkadziesiąt złotych rocznie płacone bezpośrednio rejestratorowi.
Czy opieka jest obowiązkowa?
Nie. Możesz wziąć stronę i hostować ją gdzie chcesz — dostajesz komplet plików i pomoc w przeniesieniu. Opieka jest wygodą, nie warunkiem. Większość klientów zostaje, bo za 49 zł nie opłaca się szukać hostingu, pilnować aktualizacji i szukać kogoś do zmiany numeru telefonu na stronie.
Co się mieści w tych trzydziestu minutach?
Zmiana tekstu, wymiana zdjęcia, aktualizacja danych kontaktowych i godzin otwarcia, dopisanie pozycji do oferty, drobna poprawka na stronie. Nie mieści się nowa podstrona, przebudowa sekcji ani nowa funkcja — to wyceniam osobno i mówię o cenie przed rozpoczęciem pracy.
Czy opiekujecie się stronami, których nie robiliście?
Tak, jeśli strona jest w stanie, który da się utrzymywać. Zaczynam od bezpłatnego przeglądu: co działa, co jest przestarzałe, co grozi awarią. Czasem po takim przeglądzie okazuje się, że taniej wyjdzie napisać stronę od nowa niż łatać starą — mówię wtedy wprost, nawet jeśli oznacza to, że nie sprzedam abonamentu.
Co z kopiami zapasowymi?
Kopie robią się automatycznie i trzymam je poza serwerem strony, żeby awaria hostingu nie zabrała jednocześnie strony i backupu. Przywrócenie poprzedniej wersji jest w cenie opieki — nie doliczam za to osobno, bo to sytuacja, w której klient i tak ma zły dzień.
Czy dostanę informację, że coś się zepsuło?
Dostaniesz informację, że coś się zepsuło i zostało już naprawione. Monitoring sprawdza dostępność strony i formularza; jeśli coś przestaje działać, dowiaduję się o tym automatycznie i zajmuję się tym, zanim zdążysz zauważyć.